Przez dziesięciolecia przemysł muzyczny działał w oparciu o prostą rzeczywistość ekonomiczną: piractwo było bardziej irytacją niż zagrożeniem. Od wynalezienia zapisu dźwięku do lat 60. XX wieku konsumenci kupowali fizyczne płyty winylowe. Słuchali ich w domu. Organizowali przesłuchania dla przyjaciół. Wymieniali się kopiami z przyjaciółmi. Ale wykonanie kopii było trudne. To było drogie. Wymagało to specjalistycznego sprzętu i dużego wysiłku.
Istniały pirackie nagrania, ale stanowiły one rzadki wyjątek. Były to zwykle zbiory niewydanych nagrań studyjnych lub nagrań występów na żywo, których główne wytwórnie nie chciały rozpowszechniać. Fani mogli szukać alternatywnych nagrań Boba Dylana lub fragmentarycznej wersji albumu SMiLE The Beach Boys, który pozostawał niedokończony przez lata. Przemysłu to nie obchodziło. Przecież same w sobie nie były to produkty dochodowe.
Potem przyszła taśma magnetyczna. Na rynku pojawiły się czyste mikrokasety. Nagle powielanie stało się łatwe. Kierownictwo firmy skarżyło się na powielanie taśm, ale prawdziwe zagrożenie wciąż rosło. Przejście na dźwięk cyfrowy zmieniło wszystko. Nagrywarki CD umożliwiały użytkownikom pobieranie utworów z dysków fizycznych na komputery osobiste. Dodaj do tego Internet i sieci peer-to-peer (P2P), a krajobraz zmienił się z dnia na dzień. Użytkownicy mogli kopiować i udostępniać muzykę tysiącom ludzi. Pobieranie całych dyskografii stało się bezpłatne. Wartość muzyki wyparowała. Branża wpadła w panikę.
Odpowiedzią nie była żadna innowacja. To była wrogość. Firmy muzyczne zaczęły sprzedawać „specjalne” płyty CD konsumentom, którzy wierzyli, że kupują standardowe albumy. Nie były to standardowe produkty. Po włożeniu do napędu komputera dyski te często powodowały koszmary programowe. Programy się zawiesiły. Aplikacje zaczęły działać wolniej. Pojawiły się ukryte pliki, które były trudne do znalezienia i prawie niemożliwe do usunięcia. To nie był przypadek. To był środek karny.
Dlaczego firma miałaby sabotować własnych klientów? Odpowiedź kryje się w prawie autorskim. Rewolucja cyfrowa dała konsumentom bezprecedensową możliwość korzystania z mediów na nowe sposoby. Uniemożliwiało to także właścicielom praw autorskich kontrolowanie dystrybucji. Nie ogranicza się to do muzyki. Dotyczy to filmów, gier wideo i wszelkich treści cyfrowych.
Zarządzanie prawami cyfrowymi (DRM) to odpowiedź branży. Jest to szerokie określenie technologii mających na celu zapobieganie piractwu lub przynajmniej jego ograniczanie. Celem jest kontrola. Metoda stanowi ograniczenie.
Co to jest DRM?
Zarządzanie prawami cyfrowymi (DRM) to ogólny termin określający każdy system korzystający z technologii w celu ograniczenia dostępu do własności chronionej prawem autorskim. Przekazuje kontrolę z osoby będącej właścicielem pliku na program. Obszary zastosowań są różnorodne. Firma może blokować poufne wiadomości e-mail opuszczające jej serwery. Czytnik e-booków może uniemożliwić drukowanie w oparciu o zasady wydawcy. Studia filmowe mogą ograniczyć liczbę kopii DVD do dwóch kopii. Wytwórnie muzyczne często umieszczają szumy na płytach CD, aby zmylić programy do nagrywania dźwięku.
Konsumenci często postrzegają te metody jako dyktatorskie. Jest to szczególnie widoczne w branży muzycznej i filmowej. Jednak DRM zamyka prawdziwą lukę ekonomiczną. Udostępnianie plików sprawiło, że tradycyjne egzekwowanie praw autorskich stało się prawie niemożliwe. Kiedy zamiast kupować płytę CD, pobierasz plik MP3, wytwórnia i artysta tracą przychody. Studia filmowe szacują straty wynikające z nielegalnej dystrybucji na około 5 miliardów dolarów rocznie. Pozywanie każdego sprawcy naruszenia w sieci punkt-punkt jest niepraktyczne. Dlatego firmy wykorzystują technologię, aby utrudnić lub uniemożliwić kopiowanie.
Powstaje tu sprzeczność prawna. Kopiowanie DVD do użytku osobistego jest dozwolonym użytkiem. Prawo autorskie na to pozwala. Oprogramowanie DRM nie jest w stanie dokonywać subiektywnych ocen na temat uczciwości. Widzi kopię. Blokuje kopię. Ignoruje kontekst.
Mechanika sterowania
Zanim przystąpimy do debaty, musimy spojrzeć na kod. DRM nie jest niczym nowym. Stare dyskietki korzystały z zabezpieczenia przed kopiowaniem. Producenci zastosowali specjalne siłowniki, których standardowe siłowniki nie były w stanie imitować. Niektóre programy wymagały podłączenia kluczy sprzętowych do portów we/wy.
Architektura DRM
Idealny system powinien być elastyczny. Musi pozostać przejrzysty dla użytkownika, ale jednocześnie być na tyle wyrafinowany, aby był odporny na ataki hakerskie. Pierwsza generacja narzędzi jedynie zapobiegała kopiowaniu. Obwody drugiej generacji kontrolują przeglądanie, drukowanie, edycję i nie tylko.
Schemat DRM działa na trzech poziomach:
* Ustanowienie praw autorskich.
* Zarządzanie dystrybucją.
* Kontrola działań po dystrybucji.
W tym celu program definiuje trzy podmioty: użytkownik, treść i prawa do użytkowania. Zarządza także relacjami między nimi.
Rozważ proste pobranie pliku MP3. Jane Doe loguje się. Ma abonament. Chce pobrać „Everything is Everything” Lorraine Hill. Jej plan pozwala na pobieranie pięciu plików miesięcznie. Tutaj Jane jest użytkownikiem. Piosenka jest treścią. Ich identyfikacja jest banalna. Jane ma identyfikator klienta. Plik zawiera numer produktu.
Trudną częścią są prawa. W jaki sposób Jane może korzystać z pliku? Czy może pobrać go ponownie, jeśli osiągnie swój limit? Czy plik jest zaszyfrowany kluczem? Czy może wyodrębnić próbkę oprogramowania do miksowania? Prawa obejmują pozwolenia, ograniczenia i obowiązki. Czy powinna płacić dodatkowe opłaty? Czy obiecała zniżkę? Relacje te definiują transakcję.
Język wyrażania praw
„Prawa” nie są przyjazne dla komputera. Programiści stworzyli języki, aby cyfrowo zdefiniować te pojęcia. Dwa główne standardy to MPEG REL i ODRL. Obydwa są oparte na formacie XML.
ODRL używa specyficznej terminologii. Definiuje działania takie jak „wyodrębnij”, „zainstaluj”, „pożycz”, „modyfikuj”, „odtwórz” i „sprzedaj”. Ustawia limity, takie jak „stała ilość”, „interwał” i „zakres”. Obsługuje również płatności. Określa rodzaje opłat oraz to, czy płatność jest przedpłacona, czy postpaid.
Taka struktura pozwala na szczegółową kontrolę. Zamienia koncepcje prawne w wykonywalną logikę. Oprogramowanie nie ma pojęcia. Sprawdza zasady. Jeżeli zasady zabraniają kopiowania, plik pozostaje zablokowany. Użytkownik pozostaje z produktem, za który zapłacił, ale nie jest jego pełną własnością.
Jane wykorzystała trzy z pięciu pobrań miesięcznie. System uznaje ją za ważnego abonenta. Ale jest niuans. Właśnie skorzystała z promocji: 1 $ zniżki na następny miesiąc, jeśli pobierze tę piosenkę. Dozwolony użytek pozwala jej na wykonywanie kopii. Może trzy. Może dwa. Właściciel praw autorskich mówi „nie” jakimkolwiek fragmentom. Żadna część pliku nie jest bezpieczna.
Struktura zarządzania prawami cyfrowymi (DRM) dla tego konkretnego pobrania jest myląca. To nieuniknione.
Status użytkownika jest statyczny. Jane loguje się. To Jane. Ale związek między nim, piosenką i prawami? Zmieniają się. Jeśli przejdzie na nieograniczoną subskrypcję, oprogramowanie DRM powinno natychmiast się dostosować. To nie może zwlekać. Nie może czekać na ponowne uruchomienie serwera. Musi być zintegrowany z podstawową technologią strony internetowej. Dostosuj się w locie.
Właśnie dlatego płynne ustawienia DRM często zawodzą.
Nie ma żadnych standardów. Oprogramowanie do zarządzania prawami cyfrowymi nie pasuje do istniejących narzędzi handlu elektronicznego. To się klei. Tworzy tarcie.
Zarządzanie pobieraniem ze strony internetowej jest w rzeczywistości najłatwiejszą częścią. Najtrudniejsze jest to, co dzieje się później. Kiedy akta znajdą się w rękach Jane, w jaki sposób witryna zapewnia poszanowanie jej praw? Skąd wiedzą, że nie umieści tej piosenki na płycie CD? A może nie wysyła tego e-mailem do swojej siostry?
W tym miejscu DRM staje się problematyczny.
Jeśli jesteś dużą firmą medialną i chcesz zapobiec kopiowaniu w formie elektronicznej, początkowa bariera jest prosta. Egzekwowanie zasad jest trudniejsze.
Firmy takie jak ContentGuard, Digimarc, InterTrust i Macrovision sprzedają zautomatyzowane rozwiązania DRM. Obiecują zestaw narzędzi. Wszystko, czego potrzebujesz do skonfigurowania systemu. Kompleksowy pakiet ContentGuard umożliwia właścicielom praw autorskich tworzenie i egzekwowanie licencji. Aby pobrać filmy. Aby korzystać z oprogramowania. Aby uzyskać dostęp do stron internetowych.
Oprogramowanie RightsExpress wykorzystuje format MPEG REL. To jest język wyrażania praw. Prowadzi właściciela praw autorskich przez cały proces. Zdefiniuj swoją treść. Zdefiniuj użytkownika. Zdefiniuj prawa użytkowania.
Właściciel praw autorskich ustala poziomy dostępu. Wybiera tryby szyfrowania. Tworzy interfejs użytkownika. Użytkownicy otrzymują treści na podstawie tych ustawień. Model egzekwowania weryfikuje tożsamość. Śledzi wykorzystanie tej zawartości.
Na papierze brzmi czysto. W praktyce jest to wojna na wyniszczenie pomiędzy kodem a użytkownikiem. A użytkownik zawsze ma więcej czasu.
Zezwolenie Jane na dwukrotne skopiowanie „Wszystko jest wszystkim” jest matematycznie proste dla komputera. Maszyna rozumie liczbę dwa. Nie rozumie Jane, gdy narzeka, że przeniosła swój odtwarzacz MP3 i laptopa na nowy komputer stacjonarny, a teraz musi ponownie przenieść swoją bibliotekę. Logika zawodzi, ponieważ system nie został zaprojektowany tak, aby był przyjazny dla użytkownika.
Dozwolony użytek rzadko jest w praktyce jasnym pojęciem prawnym. Wiele firm podjęło drastyczne kroki, aby zapobiec wyciekom treści cyfrowych przez Internet. Skutecznie odebrały konsumentom prawo do decydowania, co zrobić z tym, co kupują. Dla wielu osób nowoczesne systemy DRM wykraczają poza zwykłą ochronę przed kopiowaniem. Teraz mają ochotę związać ręce i nogi użytkownika.
Jak działają systemy uprawnień oparte na usługach internetowych
Standardowy model szyfrowania DRM często wykorzystuje klucz, który nigdy nie wygasa. Problem polega na tym, że klucz jest powiązany z konkretnym numerem identyfikacyjnym maszyny użytkownika. Plik jest dekodowany tylko w przypadku dostępu z tego samego komputera. Jeśli użytkownik udostępni klucz znajomym, szyfrowanie pozostanie silne, ponieważ nie jest sprawdzana kontrola sprzętu.
Produkty chronione przez systemy takie jak Macrovision SafeCast lub Aktywacja produktu Microsoft wykorzystują inne podejście. Opierają się na schematach uprawnień opartych na usługach internetowych. Podczas instalacji oprogramowania komputer kontaktuje się z serwerem weryfikacji licencji. Serwer udostępnia klucz dostępu niezbędny do uruchomienia programu.
Jeśli Twoja maszyna jako pierwsza zażąda pozwolenia, serwer odpowie kluczem. Jeśli oddasz program znajomemu, a on spróbuje go zainstalować, serwer odmówi dostępu. Użytkownik zwykle musi ręcznie skontaktować się z dostawcą treści, aby uzyskać pozwolenie na nowy komputer. Powoduje to tarcie, które bardziej przypomina karę niż ochronę.
Flaga transmisji i cyfrowe znaki wodne
Mniej powszechna metoda DRM polega na wykorzystaniu cyfrowych znaków wodnych. Amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) podjęła próbę nakazania wprowadzenia „flagi nadawczej”. Ta flaga informuje rejestrator DVR, czy wolno nagrywać określony program. Jest to fragment kodu osadzony w cyfrowym sygnale wideo. Jeśli flaga wskazuje ochronę, rejestrator DVR lub nagrywarka DVD nie może przechwycić zawartości.
Propozycja ta była przełomowa, ponieważ wymagała mediów i sprzętu zdolnego do odczytania flagi transmisji. W tym miejscu do gry wchodzi System ochrony treści wideo firmy Philips (VCPS). Technologia VCPS odczytuje flagę rozgłoszeniową FCC i określa uprawnienia do zapisu. Płytę z niezabezpieczonym filmem można odtwarzać na dowolnym odtwarzaczu DVD. Wideo z flagą transmisji nagrywane i odtwarzane jest wyłącznie na odtwarzaczach przygotowanych do współpracy z VCPS.
Łamanie kodu
Firma Macrovision przyjęła interesujące podejście do ochrony płyt DVD RipGuard. Zamiast uniemożliwiać fizyczną kopiowanie DVD, kod wykorzystuje błędy w oprogramowaniu do nagrywania DVD. To jest fragment kodu na DVD, który ma zmylić DeCSS. DeCSS to mały program umożliwiający oprogramowaniu odczytywanie i zapisywanie zaszyfrowanych dysków DVD.
Programiści Macrovision przestudiowali DeCSS, aby znaleźć jego słabe punkty. Następnie stworzyli RipGuard, aby włączyć te luki i zatrzymać proces kopiowania. Konsumenci znaleźli obejście. Większość korzysta z oprogramowania do nagrywania, które nie korzysta z DeCSS. Inni modyfikują kod w programach do pisania opartych na DeCSS. Ustawa Digital Millennium Copyright Act z 1998 r. stanowi, że wyłączanie DRM w Stanach Zjednoczonych jest nielegalne. Mimo to wiele osób aktywnie poszukuje i publikuje metody obejścia tych ograniczeń.
Kontrowersje dotyczące DRM
Relacje między dostawcami treści cyfrowych a konsumentami weszły w fazę otwartej wrogości. To konfrontacja, w której żadna ze stron nie ufa drugiej. Konsumenci stosują obejścia, a dostawcy wdrażają coraz surowsze i nieprzyjemne zabezpieczenia. Rezultatem nie jest bezpieczeństwo, ale katastrofa PR dla wszystkich zaangażowanych stron.
To nie jest teoria. Jest to fakt historyczny.
Skandal związany z rootkitem Sony BMG
Spójrzcie na rok 2005. Sony BMG wypuściło serię płyt CD – około 20 tytułów – które prześladowały ich przez wiele lat. Na dyskach zastosowano dwa specyficzne schematy DRM: MediaMax firmy SunnComm i Extended Copy Protection (XCP) firmy First4Internet.
Odrzucenie nie było spowodowane wyłącznie „ochroną przed kopiowaniem”. Miało to związek z monitoringiem.
MediaMax nie zapobiegł kopiowaniu. Namierzył podsłuch. Za każdym razem, gdy odtwarzałeś płytę, wysyłane było żądanie do serwera SunnComm. Sony wiedziało, kim jesteś. Wiedzieli, jak często słuchasz muzyki. A wszystko to działo się w tle. Żadnych wyskakujących okienek. Żadnych ostrzeżeń. Brak przycisku łatwego usuwania.
Potem pojawił się XCP.
XCP stwierdziło, że ograniczyło liczbę kopii do trzech na użytkownika. To na pewno denerwujące. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo tkwiło w jego architekturze. Zainstalował rootkit w systemie Windows. Ta ukryta warstwa sprawiała, że program był niewidoczny dla standardowych skanerów antywirusowych. Spowalnia Twój komputer. Automatycznie łączy się z serwerami Sony w celu uzyskania aktualizacji. Stworzyło to także lukę w zabezpieczeniach, którą mogliby wykorzystać twórcy szkodliwego oprogramowania.
Użytkownicy nie mogli go po prostu usunąć. Niektórzy musieli sformatować swoje dyski twarde, aby uciec przed rootkitem.
Sony wycofało miliony płyt. W końcu wypuścili narzędzia umożliwiające uwidocznienie ukrytych plików. Ale szkoda została wyrządzona. Duże wytwórnie w dużej mierze porzuciły ten typ DRM wkrótce po incydencie.
Instalacja zarodników i ścian
DRM nie zniknął. Po prostu stał się mądrzejszy i bardziej obsesyjny.
Weźmy pod uwagę wydanie Electronic Arts z 2008 roku, Spore. Był wyposażony w system SecuROM, którego gracze nienawidzili. Technologia ograniczyła liczbę instalacji do trzech. Jeśli kupiłeś grę na laptopa i komputer stacjonarny, poczułeś się zakłopotany. Czy chcesz czwartą instalację? Skontaktuj się z pomocą techniczną. Prosimy o przedstawienie dowodu zakupu. Wyjaśnij, dlaczego tego potrzebujesz.
Było to tarcie wbudowane w projekt.
Odrzucenie było natychmiastowe. Po uwolnieniu nastąpiły procesy sądowe. EA ostatecznie złagodziło ograniczenia, ale zaufanie zostało już nadszarpnięte. Przesłanie było jasne: to oni są właścicielami gry, nie ty.
Wyłączenie HDCP i monitora
Apple nie jest odporne na takie tarcia.
W październiku 2008 roku Apple wypuściło nowe modele MacBooków. Nie reklamowali w widocznym miejscu High-bandwidth Digital Content Protection (HDCP). Była to technologia opracowana przez firmę Intel i wbudowana w sprzęt.
HDCP blokuje połączenia analogowe, aby zapobiec piractwu. Działa poprzez szyfrowanie sygnału pomiędzy komputerem a wyświetlaczem. Problem polega na tym, że wiele filmów w iTunes było również chronionych przez HDCP.
Klienci podłączyli swoje MacBooki do monitorów zewnętrznych. Ekran zrobił się czarny.
Nie mogli oglądać zakupionych filmów. Nie na dużym ekranie. Musieli mrużyć oczy, patrząc na wyświetlacz laptopa. Dlaczego? Ponieważ HDCP blokuje urządzenia analogowe. Wiele monitorów zewnętrznych korzystało z połączeń analogowych. Między Apple a jego klientami toczyła się cicha wojna na temat kompatybilności wyświetlaczy. Żaden komunikat prasowy ich nie ostrzegł. Nie było jasnego zastrzeżenia.
Standardy DRM
Podejmowano próby ujednolicenia tego chaosu.
„Chociaż DRM nie zniknął na zawsze, nadal powoduje problemy zarówno dla firm, jak i konsumentów”.
Problemem nie jest sama technologia. Problem leży w jego realizacji.
Kiedy DRM staje się zagrożeniem bezpieczeństwa (rootkity) lub koszmarem użyteczności (ograniczenia instalacji, czarne ekrany), przestaje chronić zawartość. Zaczyna chronić odpowiedzialność prawną dostawcy kosztem doświadczenia użytkownika.
Nadal mamy DRM. Było go po prostu mniej i zrobiło się ciszej. Ale blizny z 2005 roku pozostały. Obecnie oczekuje się, że towary cyfrowe będą dostarczane z niewidzialnymi łańcuchami.
A użytkownicy stale wybierają dla nich klucze.
Nie ma jednego standardu zarządzania prawami cyfrowymi (DRM). Sytuacja jest fragmentaryczna. Wiele firm zajmujących się rozrywką cyfrową przyjęło brutalne, autorytarne podejście. Nie można skopiować. Nie można drukować. Nie można zmienić. Nie można przenieść. Kropka. Usprawiedliwianie często sprowadza się do „ponieważ tak powiedziałem”.
Aktywiści są głęboko zaniepokojeni tą tendencją. Obecne wdrożenia DRM wykraczają daleko poza to, co chroni tradycyjne prawo autorskie. Pomyśl o odtwarzaniu DVD, które nie pozwala pominąć zwiastunów. To nie jest ochrona praw autorskich. To tylko irytacja.
Najwięcej do stracenia mają biblioteki i instytucje oświatowe. Organizacje te archiwizują i wypożyczają treści cyfrowe. Jeśli wysoce restrykcyjne DRM stanie się normą, stracą zdolność do działania. Biblioteka nie może archiwizować oprogramowania chronionego kluczem szyfrującym, który utracił ważność. Nie może wynajmować licencji na konkretne urządzenie w ramach swojej tradycyjnej struktury wydawania. Model się rozpada.
Prywatność użytkowników i dozwolony użytek są zagrożone
Argumenty przeciwko cyfrowemu zarządzaniu prawami (DRM) opierają się na trzech filarach: prywatności użytkowników, innowacjach technologicznych i dozwolonym użytku. Zgodnie z obowiązującym prawem autorskim doktryna dozwolonego użytku pozwala konsumentom na wykonywanie kopii treści chronionych prawem autorskim do użytku osobistego. Jest to gwarancja prawna.
Istnieją inne doktryny, takie jak „pierwsza sprzedaż”. Daje kupującemu prawo do odsprzedaży lub oddania tego, co kupił. „Okres ograniczony” oznacza, że prawa autorskie wygasają po upływie określonego czasu. Prawa te znikają w przypadku ścisłego DRM.
Następną ofiarą jest prywatność. Sprawa Sony-BMG jest tego najlepszym przykładem. Firma ta potajemnie śledziła aktywność konsumentów. Ukrywał pliki na komputerach użytkowników. Jest to zachowanie oprogramowania szpiegującego, a nie legalnego zarządzania prawami. To jest naruszenie prywatności.
DRM tłumi także innowacje. Ogranicza sposób wykorzystania i formatowania treści cyfrowych. Dostawcy zewnętrzni nie mogą opracowywać produktów ani wtyczek do określonego oprogramowania, jeśli kod źródłowy jest bezterminowo chroniony przez technologię DRM. Konsumenci nie mogą legalnie modyfikować własnego sprzętu, jeśli system DRM zabrania modyfikacji. Ekosystem się kurczy.
Mrożący wpływ na wolność słowa i badań
Profesor Ed Felten z Uniwersytetu Princeton odkrył coś niepokojącego. DRM wpływa nie tylko na wolność technologiczną, ale także na wolność słowa. W 2001 roku Felten podjął próbę opublikowania artykułu na temat wadliwego systemu DRM. Przedstawiciele branży muzycznej zagrozili mu podjęciem kroków prawnych.
Ich oświadczenie? Jego badania pomogą ludziom ominąć systemy DRM. Jest to nielegalne w Stanach Zjednoczonych. Zagrożenie było realne.
Ustawa Digital Millennium Copyright Act z 1998 r. (DMCA) zapewnia ochronę każdego schematu DRM. Nie ma znaczenia, czy program jest zgodny z doktryną dozwolonego użytku. Prawo chroni zamek, a nie prawa.
Omijanie DRM jest nielegalne. Tworzenie, kupowanie lub pobieranie jakichkolwiek produktów omijających te ograniczenia jest również nielegalne. Organizacje konsumenckie lobbują w Kongresie, aby zmienić część Digital Millennium Copyright Act, która kryminalizowałaby wyłączanie DRM. Twierdzą, że daje to nienależną przewagę właścicielom praw autorskich. Nie nakłada ograniczeń na rodzaj systemów DRM, z których mogą korzystać firmy.
Zasadniczo krytycy twierdzą, że ustawa DMCA zachęca do zachowań antykonkurencyjnych. To sprawia, że konsumentom coraz trudniej jest cieszyć się rozrywką. Bilans się zmienił.
Przyszłość: zaufane przetwarzanie danych i prawa użytkowników
Czy w tej bezlitosnej przestrzeni jakikolwiek system może zadowolić zarówno właścicieli praw autorskich, jak i konsumentów? Zmierzamy w kierunku ujednoliconej przyszłości. Eksperci nazywają to „zaufanym przetwarzaniem danych”.
W tym schemacie techniki DRM chronią treści chronione prawem autorskim na każdym etapie. Od produkcji lub pobrania, zakupu lub pobrania, aż po użytkowanie przez użytkownika. Komputery automatycznie będą wiedzieć, do czego użytkownik ma prawo. Będą odpowiednio postępować.
Przyjęcie standardów ma jedną zaletę. Konsumenci będą w lepszej sytuacji pod jednym szczególnym względem: multimedia z systemem DRM będzie można odtwarzać na każdym typie sprzętu. Poprawia się kompatybilność.
Ale prawa użytkownika? Perspektywy są złe. Komputery zadecydują, co możesz zrobić. Zapewnią to. Największą nadzieją dla konsumentów jest to, że programiści w jakiś sposób określą ilościowo „dozwolony użytek”, tak aby komputery mogły zrozumieć tę koncepcję.
To trudne zadanie. Dozwolony użytek jest subiektywny. To zależy od kontekstu. Zakodowanie tego w logice maszynowej jest prawie niemożliwe. Pozostaje nam system, w którym decyduje maszyna, a nie użytkownik. Pozostaje pytanie, czy to zaakceptujemy, czy się temu sprzeciwimy.
Przypadek zarodników
Punkt zwrotny nie był teoretyczny. Było to namacalne, możliwe do pobrania i głęboko irytujące. Kiedy EA wypuściło Spore, zawierało SecuROM, notorycznie inwazyjny system ochrony przed kopiowaniem. Gracze byli wściekli. Sama gra zebrała mieszane recenzje, ale prawdziwym tematem dyskusji było DRM. Gracze nie narzekali tylko w Internecie. Zorganizowali się. Stworzyli narzędzia umożliwiające ominięcie zabezpieczeń. Reakcja była tak ostra, że EA po cichu zrezygnowało z wymogu ciągłego dostępu do Internetu. Było to rzadkie zwycięstwo użytkowników, ale było już za późno, aby uratować reputację studia. Lekcja była jasna: restrykcyjne DRM często bardziej szkodzi płacącemu klientowi niż piratowi.
Wyzwania prawne i opór społeczny
Nie dotyczyło to tylko gier wideo. Zmieniał się także krajobraz prawny. We Francji sądy zaczęły kwestionować samą naturę przepisów DRM. Francuski sąd zakazał stosowania niektórych technologii DRM w przypadku płyt DVD, uznając, że mogą one zakłócać zgodny z prawem dozwolony użytek. Było to niewielkie pęknięcie w tamie, ale sygnalizowało, że prawodawcy słuchają. Tymczasem organizacje takie jak Electronic Frontier Foundation (EFF) udokumentowały skandal związany z rootkitami Sony BMG, podczas którego muzyczni giganci instalowali na płytach CD zabezpieczenia przypominające oprogramowanie szpiegujące. Konsekwencje były powszechne. Firmy technologiczne i obrońcy praw konsumenckich zjednoczyli się, aby zakwestionować ustawę Digital Millennium Copyright Act (DMCA), argumentując, że zamiast chronić artystów, tłumi ona konkurencję i innowacje.
Rekolekcje firmowe
Pod presją rosnącego oporu główni gracze zaczęli zmieniać kurs. Sony BMG ogłosiło, że wyeliminuje DRM ze swoich wydań muzycznych. Był to strategiczny odwrót, uznając, że tarcia spowodowane ochroną przed kopiowaniem przeważają nad marginalną korzyścią wynikającą z zapobiegania kradzieży. Apple pod naciskiem studiów początkowo dodał DRM do MacBooków, ale trend w branży zmierzał w stronę otwartości. Język MPEG Rights Expression stał się standardem w próbie stworzenia bardziej elastycznej i mniej inwazyjnej struktury zarządzania prawami cyfrowymi (DRM). Nie było to idealne rozwiązanie, ale było o krok od rozwiązań Deacona z początku XXI wieku.
Dlaczego to ma teraz znaczenie
Bitwa o DRM ukształtowała dzisiejszy sposób interakcji z treściami cyfrowymi. Udowodniono, że użytkownicy cenią wygodę i zaufanie ponad absolutną kontrolę. Pokazała, że jeśli traktujesz klientów jak przestępców, znajdują sposoby, aby udowodnić, że się mylisz. Spuścizna tych konfliktów jest widoczna w usługach przesyłania strumieniowego, z których korzystamy dzisiaj. Oferują dostęp bez własności, kompromis zrodzony z niepowodzeń w wojnach DRM. Walka się nie skończyła. Po prostu zmieniła kształt. Jednak podstawowa zasada pozostaje ta sama: technologia powinna służyć ludziom, a nie tylko chronić prawa autorskie.




















