Uber podnosi poprzeczkę w zakresie sprawdzania przeszłości kierowców

0
22

To był czas.

Uber w końcu zareagował na presję zewnętrzną i rosnącą liczbę procesów sądowych, zmieniając swoje protokoły sprawdzania przeszłości. W ostatnich procesach sądowych zarzucono firmie brak działań zapobiegających napaściom na tle seksualnym. Wynik? Bardziej rygorystyczne zasady.

„Po uważnym wysłuchaniu szerokiego zakresu opinii… rozszerzyliśmy kryteria…”

Głównym celem jest bezpieczeństwo. Tylko. Ale teraz wykonanie stało się bardziej szczegółowe. Kierowcy z przekonaniami „mogącymi mieć charakter seksualny” mają teraz stały zakaz prowadzenia pojazdów. Zakaz dotyczy prześladowania i uduszenia. Nie ma znaczenia, czy przestępstwo było poważne, czy nie. Uber powołuje się na ekspertów, którzy twierdzą, że takie przestępstwa są prognostykami przyszłej agresji. W tworzenie nowych przepisów włączyły się także organizacje praw człowieka i specjaliści ds. zapobiegania przemocy w rodzinie.

Stary system był, nie oszukujmy się, leniwy. Sprawdziła tylko historię z ostatnich siedmiu lat. A co z nowym? Nieokreślony. Audyt obejmuje dziewięćdziesiąt dziewięć lat historii. Firmy zaczynają kopać głębiej.

Nie oznacza to jednak automatycznie zwolnienia dla wszystkich obecnych kierowców. Jeśli Twój rejestr karny ma więcej niż piętnaście lat i nie dotyczy przestępstw na tle seksualnym, prawdopodobnie jesteś bezpieczny. Oczywiście pod warunkiem, że nie ma wobec Ciebie poważnych skarg dotyczących bezpieczeństwa. Wprowadzanie nowych zasad następuje stopniowo w całym kraju.

Dlaczego zmiany zachodzą teraz?

„The New York Times” w swoich dochodzeniach nie owijał w bawełnę. Gwałtowne konflikty? Częste zjawisko. Pasażerki? Główny cel przestępców. Z grudniowego raportu wynika, że ​​Uber w dalszym ciągu zezwalał kierowcom z poważnymi wyrokami skazującymi za przemoc. Wygląda okropnie. Naprawdę okropne.

Potem przyszedł luty. Uznano, że Uber jest częściowo odpowiedzialny za gwałt i napaść. Wewnętrzne dokumenty firmy wykazały, że aplikacja początkowo oznaczyła podróż jako ryzykowną. Nie zgłoszono tego jednak ani ofierze, ani policji. Czy firma próbowała odeprzeć pozew na kwotę 144 milionów dolarów? Ha. Sąd powiedział, że nie. Musiałem zapłacić 8,5 miliona dolarów.

Oczywiście droga cena. Ale w porównaniu do czego?

System jest nadal rozdrobniony. Zasady ciągle się zmieniają. Kierowcy są zdenerwowani. Pasażerowie są pełni nadziei. Nikt jeszcze nie wie, czy to faktycznie zadziała.

Celem jest zapewnienie jak największego bezpieczeństwa platformy.

Przynajmniej taki jest przekaz, jaki niesie ze sobą firma.