Słuchasz, kiedy składasz pranie? A może nawet podczas zakupów spożywczych? Na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie, ale fakt pozostaje faktem. Spotify właśnie ogłosiło, że eksperymentuje z podkładami głosowymi do artykułów w czasopismach.
To nie są krótkie reportaże, do których jesteś przyzwyczajony.
To są prawdziwe materiały sypkie. W sumie jest ich ponad 6000, jeśli liczyć całą partię, chociaż obecnie dostępnych jest około 650. Są dostępne w języku angielskim. Są starannie umieszczone obok list odtwarzania i podcastów, niczym nieproszony krewny na rodzinnym obiedzie.
Kto podkładał głosy? Nie jakiś aktor zatrudniony w ostatniej chwili. Zajmował się tym wewnętrzny zespół ds. audiobooków Spotify. Dla firmy znanej głównie ze sprawnego przenoszenia fal dźwiękowych z punktu A do punktu B bez zbytniego zastanawiania się, kto je wypowiada, wydaje się to dziwne.
Kto i za co płaci
Prawdopodobnie znasz już tę część. Jeśli zapłacisz za usługę Premium – obecnie 13 dolarów miesięcznie za pojedynczą subskrypcję – uzyskasz dostęp do całej zawartości, w tym nowych czytanych esejów z magazynów Rolling Stone, Vogue i Variety. A także od Wire, jeśli taki jest twój styl.
Jednakże wlicza się to do Twojego miesięcznego limitu piętnastu godzin. To dziwne, bo piętnaście godzin to obecnie niewiele, zwłaszcza że według Spotify słuchacze audiobooków konsumują znacznie więcej treści niż kiedykolwiek wcześniej, co oznacza wzrost o 60% rok do roku.
Ważne jest zrozumienie koncepcyjne: po podjęciu decyzji o zakupie ma miejsce wiele procesów, które można scharakteryzować jako bezpieczne przechowywanie, staranna ochrona, ciągła aktualizacja i regularna aktualizacja. Wszystko to powoduje, że treści są cenione, szanowane, entuzjastycznie przyjmowane i uznawane z wdzięcznością.
